O autorze
Nazywam się Marcin Brzeziński i jestem właścicielem firmy Gogler. Rozwijam dziś biznesy ponad dwustu przedsiębiorstw w całym kraju, doradzając im w kwestii marketingu internetowego m.in. pozycjonowania, kampanii AdWords i reklam Facebook. Na NaTemat i INNPoland będę ambasadorem kwestii Polski Wschodniej, bo tutaj prowadzę i rozwijam własną firmę. Na moim blogu znajdziecie teksty na temat nowych technologii, testy gadżetów i sprzętu sportowego, z którego korzystam w wolnym czasie. EMAIL: m.brzezinski@gogler.pl

W PRL nikt nie chciał pracować bez “trzynastki”, dziś bez prowizji. Co oferujemy pracodawcy za podstawę pensji?

Często rozmawiamy o tym za co otrzymujemy prowizję, rzadziej za co "podstawę" pensji
Często rozmawiamy o tym za co otrzymujemy prowizję, rzadziej za co "podstawę" pensji fotolia
Co było pierwsze: prowizja czy ciężka praca? Nieco przekształciłem znane rozważanie o kurze i jajku, bo mam wrażenie, że odpowiedzenie na oba pytania dla wielu z nas, sprawia podobną trudność.

Prowizja to współczesna “trzynastka”?

Czy pracodawca powinien od pierwszego dnia współpracy wyraźnie określić zasady udzielania prowizji? A może ma prawo myśleć: jak zobaczę, że ciężko pracujesz i są tego efekty, wtedy pogadamy o prowizji? Myślę, że kluczowe pytanie brzmi zgoła inaczej. Jedna i druga strona powinna odpowiedzieć sobie na pytanie co oferuje i czego oczekuje za podstawową pensję. Wiadomo, można pracować tak, aby wypełnić kalendarz i nie przynosić istotnych zysków dla firmy lub tak, aby zasłużyć na uwagę szefa. Musimy wiedzieć, że po coś tak ciężko harujemy ?

Musimy wiedzieć, że po coś tak ciężko harujemy? Nieprawda

Co oferujemy pracodawcy za „podstawę pensji”? Próbowaliście kiedyś dokładnie odpowiedzieć sobie na to pytanie? Bycie w biurze przez osiem godzin? Trochę mało. Odbieranie telefonów i odpisywanie na e-maile? Mało.

Oczywiście możemy wyjść z założenia, że chcemy więcej niż mamy. Zawsze. Po prostu. Stan pełnego zaspokojenia oczekiwań finansowych nie istnieje i nigdy nie będzie istniał. Nasz szef zarabia, jeździ lepszym autem, więc nie zbiednieje, jeśli dorzuci nam znów kilka stówek? Użyję obrazowego porównania z mojej pracy, aby odnieść się do tematu.

Succes fee czyli płatność za efekt - przykład pozycjonowania strony www

Pozycjonowanie stron internetowych to główne źródło dochodu mojej agencji. W Goglerze https://gogler.pl/ obsługujemy ponad dwieście firm. Jestem zwolennikiem współpracy opartej na prowizji, ale nie wszystko co dobre, działa w każdej sytuacji równie dobrze. Wyraźnie widać to szczególnie, gdy partner zakłada współpracę opartą wyłącznie o prowizję.

Powiedzmy sobie jasno, ktoś mówi mi: „Pozwolę Ci zainwestować w mój biznes i jeśli wszystko pójdzie dobrze, podzielę się zyskiem. Ryzyko spoczywa w 100% na Tobie.”. Jeżeli mam do czynienia z unikalnym produktem lub usługą, mogę się zastanowić, ale jeśli w ciągu trzech najbliższych miesięcy zainwestuję w czyjś biznes 15-20 tysięcy (potem kolejne 50 tysięcy), to zakładam, że relacja wymaga zaangażowania po obu stronach. Tymczasem dość często zdarza się, że klient oczekuje ode mnie succes fee, nie rozumiejąc skali mojego zaangażowania. To nieporozumienie. Pozycjonowanie w wyszukiwarce Google jest ogromnie trudnym i kosztownym procesem. Oczywiście są przypadki lokalnego pozycjonowania, gdzie osiągnięcie topowej pozycji w Google, może okazać się procesem mało skomplikowanym, ale w większości przypadków nad którymi dzisiaj pracuje Gogler, stoimy przed sporym wyzwaniem. Aby zrealizować cele sprzedażowe klienta, angażuję w działania SEO niemal cały swój dwudziestoosobowy zespół. Jak przykład firmy ma się do sytuacji pracownika?

Prowizja dla pracownika – tak, prowizja dla pracodawcy – nie. Why?!

Powinienem zakładać, że klient płaci mi za pracę bez oczekiwania efektów. Prowizję dostanę za każdy etap w drodze do realizowania celu. Prawda, że brzmi kuriozalnie? Tymczasem, gdy myślimy o pracowniku, rozwiązanie jest całkiem normalne. Być może dlatego, moi klienci często powtarzają, że SEO zastępuje handlowca. Nie tylko nie trzeba płacić mu prowizji, ale także jego ZUS’u, wynajmować dla niego lokalu.

Przyznam, że rozumiem pracowników i pracodawców, bo miałem okazję być i jednym, i drugim. To potwierdza tylko, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Żeby nie skończyć banalnie, dodam: w życiu ważna jest empatia. Szansa na to, że ktoś nas zrozumie wzrasta, gdy może liczyć na to samo z naszej strony.

A jakie jest Wasze zdanie? Co pracownik oferuje pracodawcy za podstawę pensji? Piszcie w komentarzach.

Marcin Brzeziński, Gogler
Trwa ładowanie komentarzy...